San Francisco, 13 Marca, 2011

Ksiądz Faria z Hrabiego Monte Christo Aleksandra Dumas’a był niczym średniowieczny czarodziej – wiele widział i mnóstwo wiedział. W swojej bibliotece – jak opowiadał – miał około pięciu tysięcy tomów. Przeczytawszy je kilkakrotnie, stwierdził, że sto pięćdziesiąt dzieł umiejętnie dobranych daje nam, jeśli nie wyczerpujące streszczenie całej ludzkiej wiedzy, to przynajmniej tyle, co człowiek wiedzieć powinien.

Więc całymi latam wypełniam pokoje kolejnymi tomami. Sprawia mi bowiem rozkosz przesiadywanie w pomieszczeniu wypełnionym książkami, zapamiętywanie opowiadanych w nich historii.

Przygotowując się do wyprawy dużo czytałem w szczególności na temat miejsc, przez które miałem przejeżdżać. Zaczytywałem się historiami tych, którym się udało. To były fascynujące opowieści. Ludzie ci podróżowali po świecie i do końca pozostawali wierni swoim marzeniom.

Nellie Bly miała w zwyczaju obmyślać tematy swoich artykułów prasowych w niedzielę i przedkładać je do akceptacji edytorowi w poniedziałek. Jednak tamtej niedzieli nic nie przychodziło jej do głowy. Podejmując ostatnią próbę pomyślała, że przydałyby się jej wakacje, i że wspaniale byłoby być gdzieś na drugim końcu świata. Więc dlaczego nie miałaby się wybrać w podróż dookoła świata? A gdyby jeszcze udałoby się jej dokonać tego w czasie krótszym niż fikcyjny Phileas Fogg?

Pomysł ten przypadł do gustu edytorowi. Zresztą gazeta, dla której pracowała, już wcześniej myślała o wysłaniu w taką podróż mężczyzny. Ale przełożony edytora był innego zdania. Po pierwsze, była kobietą, więc w jego mniemaniu w czasie podróży potrzebowałaby opiekuna. A nawet jeśli mogłaby odbyć taką podróż samemu, to jego zdaniem musiałaby zabrać ze sobą zbyt wiele bagażu, który uniemożliwiłby jej szybkie przemieszczanie się z miejsca na miejsce. Po trzecie, mówiła tylko po angielsku. Z jego punktu widzenia nie było zatem sensu poruszać w ogóle tego tematu i tylko mężczyzna był w stanie dokonać takiej rzeczy.

Zawsze jednak czuła, że nic nie jest niemożliwe jeśli tylko poświęcimy temu wystarczająco energii, że jeśli chcemy coś zrobić, to możemy to zrobić, pytanie czy naprawdę tego pragniemy?

Rok po tamtej dyskusji otrzymała notkę od edytora, żeby natychmiast przyjść do biura. Stawianie się w biurze późnym popołudniem było czymś niecodziennym, dlatego całą drogę rozmyślała o co właściwie może chodzić.

Weszła do biura. Edytor podniósł oczy znad kartki papieru i zapytał czy mogłaby rozpocząć swoją podróż dookoła świata pojutrze? Odpowiedziała, że może ją rozpocząć nawet w tej chwili.

Wyruszyła z Nowego Jorku 14 listopada 1889 roku, o godzinie 9.40.

W czasie swojej podróży odwiedziła Anglię, Francję – gdzie w Amiens spotkała się z samym Juliuszem Verne, Egipt, Cejlon, Singapur, Hong Kong, Chiny i Japonię. Podróżowała parowcami i koleją.

Do Nowego Jorku wróciła 25 stycznia 1890 roku, o godzinie 15.51 – po siedemdziesięciu dwóch dniach, sześciu godzinach i jedenastu minutach.

Została pierwszą kobietą, która podróżowała dookoła świata bez towarzystwa mężczyzny. Stała się wzorem dla wielu kobiet z jej pokolenia.

Jestem szczęściarzem, że podobnie jak Nellie Bly, mam możliwość objechania świata, odwiedzając interesujące miejsca, poznając ciekawych ludzi. W ciągu ostatnich kilku tygodni byłem w Londynie i Paryżu, w Wenecji i Damaszku, Dubaju i Bombaju, w Kalkucie, Singapurze i w Hong Kongu, w Szanghaju i Osace, w Kioto i Jokohamie, a także w Tokio w czasie trzęsienia ziemi. Trudno jest porównać z czymkolwiek wrażenia, które niesie ze sobą ta wyprawa. Podróżowanie koleją lub statkiem jest na pewno mniej komfortowe w porównaniu z samolotem, ale bardziej interesujące, a czas spędzony w pociągach i na statkach rekompensowany jest widokami i odgłosami. Czasmi sypiałem cztery godziny na dobę, czasami w ogóle nie spałem w nocy albo nocowałem na lotnisku jak właśnie w czasie trzęsienia ziemi w Tokio. Czasami cały dzień nie mogłem podnieść się z łóżka jak chociażby w czasie rejsów po Morzu Śródziemnym i Morzu Wschodniochińskim, kiedy miałem objawy choroby morskiej.

To jest przede wszystkim podróż duchowa, wyjście z kręgu cywilizacyjnego, w którym się wychowałem, niejednokrotnie przeskok ze współczesności w przeszłość, odmienność kulturową i religijną. Dnie przemijają wolniej, czasami nie rozumiałem języka, w którym mówią miejscowi.

Michał Cichecki

Więcej na www.in80days.org

Dodaj komentarz