Biegnący Wilk – podsumowanie FINNMARKSLOPET 2012

Nadszedł czas na podsumowanie tegorocznej wyprawy Biegnącego Wilka za koło polarne. Za ciągłą relację i wspanieałe zdjęcia dziękujemy bardzo Biegnącemu Wilkowi oraz jego ekipie. Na pewno chętnie będziemy relacjonować również przyszłe ich przedsięwzięcia.

Tegoroczny wyścig Finnmarkslopet na dystansie 1000 kilometrów przejdzie do historii jako wyjątkowo trudny, wręcz ekstremalny. Burze śnieżne, głęboki śnieg sprawiły, że szlak stał się wręcz niemożliwy do przebycia. W tych warunkach były w stanie sobie poradzić tylko norweskie zaprzęgi wytrenowane do pracy w takich właśnie sytuacjach, kierowane przez najbardziej doświadczonych maszerów. Nigdy się nie zdarzyło aby tak wielka liczba zawodników wycofała się z wyścigu.

Do startu w wyścigu zgłosiło się około siedemdziesięciu zawodników. Kilkunastu wycofało się przed startem. Ostatecznie na starcie w Alcie stawiło się 52 maszerów. Z nich do tej pory do mety dojechało tylko 24 zawodników, a aż 28 wycofało się w trakcie jego trwania. Czyli ponad połowa zawodników nie dojechała do mety. Wyścig wygrała po raz drugi kobieta – Inger Marie Haaland. Jej czas dojazdu jest o około jeden dzień dłuższy niż zazwyczaj, co też świadczy o trudności trasy. Na jej sukces zapewne bardzo duży wpływ miała taktyka polegająca na analizie prognoz pogody i takim planowaniu przejazdu aby uniknąć podróżowania w czasie burz śnieżnych. Do mety nie dojechało wielu bardzo doświadczonych zawodników, którzy wiele razy kończyli wcześniej wyścig.

Niestety wyścigu nie udało się ukończyć doświadczonemu maszerowi z Francji – Danielowi Juillaguet, który tą próbę podejmował już 6-ty raz. Poza Norwegami do mety dojechał Niemiec Bernhard Chucher, który w Finnmarkslopet brał udział po raz 10, a wcześniej ukończył m.in. 1800-kilometrowy wyścig na Alasce – Iditarod. Inna zawodniczka – Trine Kristiansen Lyrek (czwarta w tegorocznym wyścigu), która w 2005 roku także uczestniczyła w wyścigu Iditarod stwierdziła, że trasy Finnmarkslopet są wprawdzie krótsze od Iditarod ale zdecydowanie trudniejsze. Mimo, że wyścig nadal trwa i kilku zawodników zmierza do mety odbyła się ceremonia wręczenia nagród, a masterzy i psy udają się na zasłużony odpoczynek. Na szlaki Finnmarku powrócą za rok.

Koło podbiegunowe w okolicach Rovaniemi.

Rovaniemi to magiczne miasto w północnej Finlandii. Pierwszym jednak naszym celem podróży jest rejon miejscowości Suomu, położony blisko „mikołajowego centrum”. Jest ono znane z 3 rzeczy: jednego z najlepszych szlaków zjazdowych w Finlandii, lokalizacji na kręgu podbiegunowym, a przede wszystkim ( co jest dla nas ważne) – organizatorem tam ruchu turystycznego jest Polak – Marek Koźmic i jego firma Nordtravel. To on stał się oficjalnym reprezentantem na Polskę Św. Mikołaja z Rovaniemi, promuje przyjazdy do Laponii, a przede wszystkim organizuje tu doskonałe pakiety turystyczne dla turystów indywidualnych i grup.

Ponieważ wyróżnia się organizacją i aktywnością warto swój pobyt oddać w jego ręce. Biegnący Wilk zna go jeszcze z czasów polskich zawodów psich zaprzęgów. Podczas naszego pobytu zamieszkujemy w prywatnym domu Marka, odwiedzamy fermę reniferów, zwiedzamy okolicę i degustujemy oryginalne, tutejsze potrawy – m.in. jemy zupę ze smardzy. Pobyt w Suomu planowany na jeden dzień – za sprawą Marka przeradza się w dwudniowy pobyt. Będąc w Rovaniemi oczywiście nie wypada odwiedzić wioski Świętego Mikołaja.

Tak też oczywiście czynimy, tym bardziej, że część z nas jest tu po raz pierwszy. Jednak celem głównym w tym mieście jest Arcticum Muzeum – największe europejskie muzeum dotyczące ludów północnych świata. Ponieważ Muzeum Eskimoskie w Republice Ściborskiej także zajmuje się identyczną tematyką – tym bardzie j jest to dla nas wizyta niezwykle ważna. Następnym etapem podróży jest Sztokholm. Finlandia żegna nas niezwykłe – możemy po raz ostatni oglądać majestatyczną zorzę polarną.

 

Biegnący Wilk – coraz trudniejsze warunki na trasie FINNMARKSLOPET

Bardzo trudne warunki pogodowe na trasie wyścigu. Na trasie 1000 kilometrowej wyścigu panują tak trudne warunki, że po raz pierwszy organizatorzy zdecydowali się na wydłużenie obowiązkowych czasów odpoczynku (w Karasjok z 8 do 12 godzin). Chodzi o to aby dać dodatkową możliwość odpoczynku dla zwierząt. Na morderczy wiatr i śnieg skarżą się wszyscy zawodnicy. Najgorsze warunki panują w górach. Wiatr jest tak duży, że trudno utrzymać się na nogach. Organizatorzy organizują wyjazdy ratunkowe skuterami do tych zawodników, których GPS-y wskazują dłuższe postoje. Nawet biorący w wyścigu Lars Monsen – znany norweski podróżnik, specjalista od przetrwania w trudnych warunkach, znany pod pseudonimem „dziki człowiek” określa sytuację jako wyjątkowo trudną do przeżycia.

Z wyścigu wycofało się już 19 zawodników. Na prowadzeniu znajduje się dwójka bardzo znanych zawodników, którzy wielokrotnie zwyciężali w Finnmarkslopet – Harald Tunheim i Anne Marie Halland. Przed nimi ostatni, ponad 100-kilometrowy odcinek górski. Pogoda zaczyna się poprawiać więc jest szansa na normalne dojechanie do mety w Alcie.

Tak więc jak widać decyzja Biegnącego Wilka o wycofaniu się była słuszna i wręcz można powiedzieć przewidując dalsze wydarzenia ochronił swoje psy przed kolejnymi morderczymi odcinkami.

Biegnący Wilk – najtrudniejsze decyzje

Gratuluemy odważnej i niełatwej, ale słusznej decyzji. Dziś kolejny odcinek relacji z dalekiej północy:

Są w życiu momenty, kiedy trzeba podejmować trudne, tak zwane „męskie” decyzje… Zgodnie z planem około piątej godziny rano rozpoczynam przygotowania do startu na kolejny odcinek trasy – 125 kilometrowy w rejonie wczorajszych zmagań. Pogoda się trochę poprawiła, choć szlak zapewne jest bardzo zawiany i będzie tak samo trudny jak poprzedni. W nocy starszy, norweski maszer szuka chętnych do wyruszenia w burzę śnieżną na szlak. W kilka zaprzęgów jest to łatwiejsze. Tak działa kilka zespołów maszerów. Ja się na to absolutnie nie piszę – jesteśmy zmęczeni, a poza tym wiem co mnie tam czeka… Ubieram psom buty, budzę je, wyciągam spod kocy i karmię. I tu zaczynają się wątpliwości. Psy generalnie mają od początku wyścigu słaby apetyt. To odwieczny problem maszerski.

Przy takim wysiłku rozwiązanie go jest sprawą priorytetową. Kilka psów w ogóle nie chce jeść. Są po prostu zmęczone ostatnim etapem tak bardzo. Szczegółowo je oglądam i ciągle biję się z myślami zadając sobie pytanie – czy jechać czy nie. Moje ambicje nie mają tu nic do rzeczy. Oczywiście marzę o tym aby wyścig ukończyć. Następuje chłodna analiza. Przed nami kolejny bardzo trudny etap i dwa razy dłuższy niż poprzedni. Psy są bardzo zmęczone, straciły na wadze, najbardziej dzielne „wheel dogi” – „Paktok i Paneeraq. Dina ma lekko opuchniętą łapę i nie może biec. Mimo, że psy są apatyczne i niedożywione ale wiem, że jak im każę to będą biec dalej… Problemem podstawowym jest to, że bez apetytu i jedzenia psy nie są w stanie pokonać tak trudnej trasy i doprowadziłoby to być może do niebezpiecznych dla nich sytuacji. Analizujemy sytuację z weterynarzami, którzy dzielnie od świtu przeglądają psy w odpoczywających zaprzęgach. Ich analiza jest taka, że poza dużym zmęczeniem psy w zaprzęgu nie wykazują niebezpiecznych sygnałów. Mimo tego, to ja znam swoje psy najlepiej i decyduję o zaprzestaniu dalszej jazdy…

Jest to trudna decyzja. Bardzo trudna… Choćby z tego powodu, że przygotowywałem się do startu na 1000-kilometrowej trasie Finnmarkslopet od trzech lat. NAWAŻNIESZY JEST JEDNAK DOBROSTAN ZWIERZĄT. Wolę wycofać się w momencie, kiedy psom nic nie zagraża, niż doprowadzać do niebezpiecznych dla nich sytuacji. Niewątpliwie wyruszenie na dalszy szlak – bardzo trudny, kiedy zwierzęta są już bardzo zmęczone i w dodatku przyjmują zbyt małą ilość posiłku (niezbędnego w tej chwili) bez wątpienia mogłoby spowodować dla moich przyjaciół bardzo niebezpieczną sytuację. A na to nie pozwolę. Rozwiązaniem byłby dłuższy odpoczynek i regenerację ale uważam, że byłoby to nadwyrężeniem w stosunku do organizatorów. Kilkaset osób – wolontariuszy musiałoby na mnie czekać… Wstydu nie ma – jak powiedział Darek (logistyk transportu wyprawy) – „Kirkenes zdobyty”. Udało się mimo zupełnie zaskakująco trudnych warunków pokonać 50% trasy – to jest 500 kilometrów. I co ważne – bardzo młodym i niedoświadczonym zaprzęgiem – 2-3 letnich psów, gdzie same liderki (Liina i Asauk) mają po tyle lat. Wyścig Finnmarkslopet to potężne wyzwanie. Jest bardzo trudny nawet dla mieszkających tu i na stałe trenujących w takich warunkach Norwegów, mających wiele pokoleń doświadczeń. O tym jak jest to trudne dla gości spoza tej zimnej i trudnej krainy może świadczyć np. postać startującego w tegorocznej edycji Francuza, który mimo ,że jest bardzo dobrym i doświadczonym maszerem kończącym bez problemu np. 800-kilometrowy wyścig wokół Mc Blanc, to jednak już 5-ty raz podejmuje próbę ukończenia trasy 1000-kilometrowej.

Na tym etapie uważam, że gdyby trasy wyścigu były podobne do tych z 2009 roku, to ukończylibyśmy wyścig w czasie około 7 dni. Ale celem głównym jest oczywiście długi dystans. Nie jest to absolutnie start stracony. Tak się zdobywa doświadczenie. Mamy przebiegi nowych tras i zdobyliśmy KOLOSALNĄ naukę, absolutnie nie możliwą do spełnienia w warunkach polskich. To jak ze zdobywaniem bieguna – dobrze jest go osiągnąć w jednym podejściu ale w rzeczywistości, to robi się etapami: coraz dalej i dalej. Mam doskonały trzon zaprzęgu. Młode liderki zapowiadają się rewelacyjnie. Już wiem jakie błędy należy w przyszłości poprawić, jak ulepszyć trening aby przygotować się też do takich jak w tym roku warunków. Jestem też przekonany, że bardzo wiele osób, trzymających za mnie kciuki (o czym dowiadywałem się od Justyny relacjonującej mi wieści z Polski) liczyło na dojechanie do końca. Mam ogromne przekonanie, że wszyscy oni, a szczególnie Partnerzy wyprawy rozumieją moją decyzję wynikającą z tego, że los przyjaciół-psów jest tu najważniejszy, a nie zwycięstwo „za wszelką cenę”. I za te zrozumienie WSZYSTKIM BARDZO SERDECZNIE DZIĘKUĘ. SZCZEGÓLNIE DZIĘKUJĘ ZA WSPARCIE I POMOC TYM, KTÓRZY WSPIERALI MNIE DO KOŃCA: RODZINIE, UCZESTNIKOM WYPRAWY, PARTNEROM I MEDIOM, TYM LICZNYM OSOBOM OD KTÓRYCH OTRZYMALIŚMY LICZNE POZYTYWNE LISTY.

To dzięki Wam dotrwałem do tej pory. Po podjęciu przeze mnie decyzji o rezygnacji z dalszej jazdy doświadczyłem dwóch bardzo miłych sytuacji. Najpierw weterynarze – stwierdzili, że podjąłem bardzo „humanitarną decyzję” i otrzymałem od nich za to gratulację. Pojawił się też u nas Polak – Jarek, pracujący i mieszkający tu na stałe z rodziną. Stwierdził, że jest bardzo dumny z tego co robię, a szczególni właśnie z faktu, że „wiem kiedy podjąć decyzję o rezygnacji”. Jako tutejszy mieszkaniec doskonale rozumie skale trudności z jaką się tu trzeba zmierzyć. Wczoraj w samym Kirkenes była taka zamieć śnieżna, że jego rodzina nie odważyła się wyjść z domu aby przywitać mnie na punkcie kontrolnym, a przecież w górach w tym czasie panowały wielokrotnie trudniejsze warunki. Dostaliśmy zaproszenie na obiad i bardzo dużo ciepłych słów. Mimo, że udział w wyścigu się skończył, to wyprawa trwa i nadal czytelnicy będą mogli w niej uczestniczyć za pomocą naszych relacji. Następnym celem jest – Rovaniemi i pobyt na kole podbiegunowym….w bardzo ciekawym miejscu….Ale o tym w następnej relacji.

Dziękuję za wsparcie Dariusz Morsztyn Biegnący Wilk

 

 

Biegnący Wilk – Burza śnieżna

Relacji ciąg dalszy:

Przyszedł czas na dalszą drogę, niestety pogoda znowu się pogorszyła. W czasie gdy prowadziliśmy rozmowę rozpętała się burza śnieżna. Tyle śniegu padającego przez 2 godziny (około 20cm) jeszcze nie widzieliśmy. Widoczność spada czasami do 2m. Z lekkim opóźnieniem ale zaprzęg wyrusza.

Wilk wystartował o 13.14 z Neiden aby pokonać kolejny etap trasy. Przed nimi zmagania z burzą śnieżna podczas, której nie trudno o zgubienie właściwej drogi. Ekipa również wyrusza za nimi biorąc ze sobą przemoczone koce, które trzeba gdzieś wysuszyć. Podczas wyjazdu z campingu, na podjeździe, ciężki samochód zaczął się zsuwać. Trzeba było szybko podłożyć kliny aby zablokować koła i założyć łańcuchy żeby pokonać górę. Za oknami samochodu cały czas padał śnieg i wiał silny wiatr. Etap z Neiden do Kirkeness jest jednym z najkrótszych w wyścigu, zapowiadał się prosto i łagodnie, jednak przerodził się w istny koszmar. Można go przyrównać tylko do wydarzeń Biegnącego Wilka z 2008 roku kiedy to przez właśnie burzę śnieżną musiał ukończyć wyścig.

Warunki panujące w górach i na płaskowyżu zdominowały dwa czynniki. Bardzo ostry wiatr i burza śnieżna, która dosłownie przykrywała szlak 5min po przejechaniu zaprzęgu Szlak jest to ok. 1,5-2m ubitego śniegu ścieżki, z której jeśli się zjedzie wpada się w bardzo głęboki śnieg, z którego ciężko wyjść. Aby pokonać tej trudności trasę potrzeba świetnie wyszkolonych psów, które węchem potrafią odnaleźć drogę. Potrafią to robić tylko psy, które na stałe żyją i trenują w takich warunkach. Na szlaku zdarzało się setki razy tracić właściwą drogę. Za każdym razem trzeba było korygować psy. Wiatr był tak silny, że praktycznie trzeba było zakrywać całą twarz gdyż śnieg o nią uderzający można było przyrównać do wbijania tysięcy szpilek.

Biegnący Wilk kilka razy zastanawiał się nad przerwaniem etapu i podjęcia próby rozstawienia obozu przetrwania aby przeczekać w tych warunkach do rana. Przez takie właśnie sytuacje organizatorzy żądają posiadania specjalnych ekstremalnych śpiworów i „worków przetrwania” zabezpieczających przed wiatrem. Warunki panujące na tym etapie ukazują jak ekstremalnie trudnym jest Finnmarkslopet. Trzeba pamiętać, że jest to najbardziej wysunięty na północ wyścig świata. O tym jakie panowały warunki na szlaku wypowiadali się najbardziej doświadczeni maszerzy a sam Robert Sorlie zgubił szlak. Na szczęście zaprzęgowi Wilka, w prawdzie z dużym opóźnieniem, udało się dotrzeć do checkpointu w Kirkenes o .

Trasa bardzo zmęczyła zaprzęg i maszera. Trzeba zmienić dalsze plany, postój w Kirkenes musi być dłuższy. Nie ma możliwości kontynuowania wyścigu nocą. Trzeba przeczekać do rana. Są jednak w dzisiejszej wyprawie niezwykłe pozytywy. Po pierwsze sam fakt, że etap udało się przebyć, w dodatku z bardzo młodym, niedoświadczonym zaprzęgiem. Po drugie trasa warta była pokonania dla znalezienia się we śnie. Maszer był w stanie zobaczyć kadr z filmu „Ostatni traper”- stado tysięcy reniferów przebiegające przez trasę. Jakie będą dalsze losy Wilka w wyścigu okaże się rano po analizie kondycji psów.

Biegnący Wilk – chwila wytchnienia

Wreszcie chwila wytchnienia dla Biegnącego Wilka i ekipy. Regulaminowy postój na checkpoincie w Neiden. W końcu po zasłużonej drzemce w Lavvo (coś w rodzaju tipi tylko trochę innej konstrukcji budowana przez Saamów) mamy możliwość dłuższej rozmowy z Wilkiem. Według niego najtrudniejszym dotychczas etapem był odcinek ze Skoganvarre do Levajoka. Jak wspominaliśmy we wcześniejszych relacjach prowadził on przez las i muldy w głębokim śniegu, które są wyjątkowo trudne do pokonania dla zaprzęgu. Maszer wspomniał też o tym, że w czasie tego właśnie szlaku popełnił kilka błędów, za które teraz ponosi konsekwencje. Niespotykane jak na tę porę roku w Norwegii Północnej temperatury w dzień powyżej 0 tylko zwiększają trudność trasy. Wilk nie spodziewał się takiej pogody. Był on przygotowany bardziej na 30stopniowy mróz. Są to trudne warunki i dla maszera i dla psów. Wystąpiły przez to braki w sprzęcie i wyposażeniu. Wszystkie stroje są przemoczone, a psy z racji dużej wilgotności są wychłodzone i osłabione. Była to jedna z przyczyn wykluczenia Aglus z zaprzęgu. Do tego daje się we znaki zmęczenie fizyczne, którego nie ma kiedy nadrobić oraz lekko nadwyrężone łapy jego młodych psów. Gromada Wilka jest złożona z 2 i 3 letnich zwierząt. Są to, jak na takie wyzwanie bardzo młode psiaki. Jednak jak wspomniał Darek radzą sobie świetnie, zwłaszcza liderki – Liina i Asajuk, z których jest najbardziej zadowolony. Stwierdził, że mógłby spokojnie zasnąć podczas jazdy (co zdarzyło się na jednym z odcinków), a „dziewczyny” i tak poradziłyby sobie świetnie kierując się węchem i intuicją. Na razie wszystko przebiega zgodnie z planem jaki założył sobie Wilk. Psy odpoczywają taką samą ilość czasu jaką biegną. Jak mówi nie chce popełnić kolejnych błędów przez, które musiałby wykluczyć kolejne psy z zaprzęgu. Tak więc gromada nie poddaje się i dzielnie brnie przed siebie zaliczając kolejne etapy trasy. Po dojechaniu do Neiden i obowiązkowym 16 godzinnym postoju zaprzęg rusza dalej, jednak znów w osłabionym składzie. Tym razem z załogi odpadł Ivik – jeden z nielicznych samców w składzie prawie całkowicie damskim. O jego wykluczeniu zdecydował sam Darek mimo, że nie było takiego zalecenia weterynaryjnego. Uznał on, że pies nie daje sobie rady, być może przez trudności w z aklimatyzacją. Biegnący Wilk miał też obawy co do dwóch pozostałych psów, na których barkach spoczywa jedna z najważniejszych ról. Tzw. wheeldog’i – Paneraq i Paktok są odpowiedzialne za siłę zaprzęgu. To na ich barkach spoczywa większość sił pociągowych. Jednak póki co oba są sprawne i nic im nie dolega ale od prawie 40 godzin nie mają apetytu i słabo przyjmują pożywienie, co jest w tych warunkach niepokojące. To jeden z wątków, które poruszyliśmy w czasie rozmowy z Wilkiem.

Biegnący Wilk – przygotowania i start [galeria]

Kolejna porcja zapisków Biegnącego Wilka „live from field”… Zapraszamy do kibicowania.

Ostatni dzień jako takiej wygody. Jutro wyruszamy na trasę. Wilk ze swoimi psami, reszta ekipy z całym bagażem i pomocną dłonią za nim. Zaprzęg ma do pokonania około 1000km. Samochód… ponad 1500.

Programem na dziś było dokończenie rysowania map, akredytacja prasowa, bankiet startowy i ostanie pakowanie. Podczas walki chłopaków z mapami, jako najmłodsza, na spotkanie prasowe poszła Aga. Tam otrzymaliśmy wiele ciekawych informacji na temat miejsc na niezłe ujęcia, czy zmian trasy. Tak też udało się połączyć przyjemne z pożytecznym, skończyć rysowanie map i zdobyć kilka przydatnych informacji.

Po powrocie na camping mieliśmy tylko chwilę na przebranie się aby już za moment stawić się na bankiecie startowym, gdzie miało być krótkie przedstawienie maszerów oraz rozdanie numerów startowych. Czas oczekiwania umilili nam miejscowi artyści i posiłek przygotowany przez kucharzy z Rica Hotel. Mieliśmy szansę posłuchać rodowitej pieśni ludów północy oraz spróbować mięsa renifera. Dariusz jako wegetarianin otrzymał danie adekwatne do jego diety. Najedzeni czekaliśmy już tylko na numer. I tu mała niespodzianka. Spodziewaliśmy się ostatniego, gdyż według listy wywieszonej na stronie Finnmarkslopet taki właśnie powinniśmy otrzymać. Jednak numer, który dostaliśmy to 114 i z takim jutro startuje Biegnący Wilk. Planowany start 12.53.

To co pozostało to spakowanie ostatnich rzeczy i obserwacja zorzy, która była dziś nie tylko koloru zielonego ale również czerwonego. Mieliśmy wielkie szczęście zobaczyć ją w tej właśnie barwie. Teraz tylko czekamy na kolorową.

Pobudka wcześnie rano. Trzeba zawieźć nowe sanie na restart i najpóźniej o 9 dojechać na parking, gdzie zaprzęgamy psy i ruszamy w drogę. Teraz pozostaje wiara w ukończenie wyścigu i wytrwałość zawodników.

10.03.2012 TRZY… DWA… JEDEN… STAAART!

12.58 Dariusz Morsztyn „Biegnący Wilk” wystartował po raz trzeci w wyścigu Finnmarkslopet, a po raz pierwszy na 1000km. Pierwszym etapem wyścigu było przejechanie z pasażerem do Sorrisnivy, a stamtąd w tundrę. Teraz pozostał tylko on, psy i trasa wyznaczona na mroźnej krainie skutej lodem, gdzie wiatr, śnieg i lód tworzą krajobraz. Krajobraz czarno-biały, bo nawet drzewa, które tu występują to głównie brzozy mające po kilkadziesiąt lat, a niecałe 2m wysokości. Tak trudne są tu warunki klimatyczne.

Reszta ekipy w samochód i na checkpoint w Skoganvarre. Tam czekamy na Wilka. Dojeżdża on na godzinę 21.46. Teraz czas zająć się psami. Maszer oporządza, karmi, przykrywa zwierzaki kocami, kiedy towarzysze zasypiają sam idzie odpocząć. Załoga dostała polecenie aby obudzić go koło 2 rano żeby mógł ruszyć dalej.

Przed 2 już na nogach, szybki posiłek, podpięcie psów i czas ruszać w dalszą drogę. Ze Skoganvarre wyrusza 11 marca 2012 o 2.38. Jedzie nocą, przez morderczą trasę po głębokim śniegu i przez prawie 60km po muldach, do Levajoka. Po drodze spotyka maszerów, którzy wyruszyli już w dalszą drogę do miejscowości Tana. Przed wjazdem do Levajoka spotyka lidera wyścigu Haralda Tunheima. W czasie spotkania dochodzi do lekkiego splątania się psów lecz po chwili problem zostaje rozwiązany. Uściśnięte dłonie Tunheima i Biegnącego Wilka, pora ruszyć dalej. Do Levajoka dojeżdża o 9.12. Teraz odpoczywa przed następnym etapem, który ma być bardzo trudny lecz na sen zostało jedynie półtorej godziny. Skały wystające na leśnych ścieżkach, trasa między drzewami ma stanowić jeden z najtrudniejszych odcinków. Natomiast w czasie drogi na kółkach ekipa z samochodu spotyka dzikie stado reniferów złożone z 9 osobników.

Fotografowie chcąc „upolować” kilka fotek próbują podejść bliżej. Jednak płoche zwierzaki szybko orientują się w sytuacji i uciekają. Piotr goni je i udaje mu się uwiecznić kilka z nich na zdjęciu. Ruszamy dalej, po dojechaniu na miejsce okazuje się, że Darek przybył chwilę przed nami więc tym razem to on musiał czekać na nas. ☺

Wyprawa Finmarkslopet 2012  pierwszy etap – pokonanie Bałtyku

W dniu 2.03.2012 z Olsztyna wyruszyła polska wyprawa na 1000-kilometrową trasę wyścigu Finnmarkslopet. Wyprawę przed Urzędem miasta w Olsztynie żegnało wielu dziennikarzy. Odbyła się ostatnia konferencja prasowa, a Prezydent Olsztyna wręczył Biegnącemu Wilkowi specjalny amulet „na szczęście”.

Następnym etapem jest pokonanie Bałtyku. 18-godzinna podróż promem Scandynawia, należącym do Polskiej Żeglugi Bałtyckiej jest odpoczynkiem dla członków wyprawy. Prom jest też bardzo przyjazny dla zwierząt. Podróżują w swoich klatkach (dzięki czemu nie mają stresu), a co kilka godzin można je wyprowadzić na zewnątrz. Nie bez powodu to właśnie Polska Żegluga Bałtycka-Polferries jest partnerem wyprawy.  Pozostaje tylko pokonanie trudności- jak przekonać pieski, które na co dzień mieszkają na dużych wybiegach na wsi do załatwienia się w specjalnie do tego przeznaczonej „piaskownicy” o niezbyt dużej powierzchni… wszak jesteśmy na statku.

Podróż ekipy promem to także niezwykłe wydarzenie dla podróżujących , podczas rejsu odbyło się spotkanie autorskie z uczestnikami wyprawy i psami.

Teraz czeka nas dalsza podróż na północ. Najpierw Sztokholm i obowiązkowa (choć chwilowa) wizyta na niezwykle klimatycznej starówce, a później już tylko 2000 kilometrów dalej na północ.

Wpis na podstawie infromacji otrzymanych z trasy od Dariusz Morsztyn, Biegnący Wilk