W 80 dni dookoła świata – ostatni etap!

Książki – napisał kiedyś Arturo Perez-Reverte, są jakby otwrtymi wrotami do przygody; pożółkłe sterty papieru mogą oznaczać początek pasjonujących podróży, niebezpiecznych, zmieniających jedno życie w tysiące losów. Tak właśnie było w moim przypadku. Nigdy żadna historia tak mnie nie porwała i nie oczarowała jak historia opowiedziana przez Juliusza Verne w książce „W 80 dni dookoła świata”. Myślę, że nie byłem jedynym, który marzył o tym, żeby podąrzyć śladami Phileas’a Fogg’a, objechać świat, i dokonać tego również w ciągu maksymalnie 80 dni.

Wyprawa rozpoczęła się 22 stycznia przed Klubem Reforma w Londynie, a zakończyła 25 Marca w tym samym miejscu. Podróżowałem statkami, pociągami, autobusami i samolotami, a pokonanie 24 stref czasowych i blisko 36 tysięcy kilometrów zajęło 63 dni, co znaczy, że do Londynu wróciłem 17 dni przed ostatecznym terminem. Nie było chyba większej przyjemności niż zmieniający się nieustannie krajobraz, niż nowe miejsca bądź nowi ludzie praktycznie każdego dnia. To była odyseja w pełnym tego słowa znaczeniu.

Podróż dookoła świata dała mi możliwość odwiedzenia jednych z najważniejszych miast świata: Londynu, Paryża, Wenecji, Damaszku, Dubaju, Bombaju, Kalkuty, Singapuru, Hong Kongu, Szanghaju, Osaki, Kioto, Jokohamy, Tokio, San Francisco, Denver, Chicago czy Nowego Jorku. Niesamowitą rzeczą jest to jak wszystkie te miasta połączone są ze sobą niewidzialną siecią pajęczą. Lotniska, stacje kolejowe, porty stały się moim drugim domem.

Czasami wydawało mi się, że przenoszę się z jednego momentu historycznego w drugi, z XXI wieku do Średniowiecza. Niektórzy mieli samochody, komputery i inne wynalazki naszych czasów, ale byli i tacy, którzy nie mieli elektryczności i bieżącej wody. Byli włóczędzy, żebracy, bezdomni, turyści z aparatami i ludzie w białych kołnierzykach. Były slumsy i ulice kuszące swoimi restauracjami i nocnym życiem. Były meczety, świątynie buddyjskie i drapacze chmur. Były centra businessowe, handlowe czy kulturowe, które wpływają na światową politykę, edukację i rozrywkę, ale były też miasta zmagające się z głównymi problemami spotykanymi w szybko rozwijających się krajach: powszechną biedą i bezrobociem, służbą zdrowia na niskim poziomie, i niskimi standardami w edukacji.

Starałem się unikać muzeów, włóczyłem sie po ulicach, odwiedzałem sklepy i bazary. Obrotni sprzedawcy zawsze gotowi byli coś sprzedać – perfumy, antyki, kwiaty, tkaniny czy dywany. Każdy oferował najlepszą cenę. Czasami czułem się wykończony, ale jednocześnie podniecony, a moje zmysły pracowały na najwyższych obrotach.

A teraz zamykam oczy i widzę te wszystkie rzeczy, których doświadczyłem – jakieś dziwne sytuacje i spotkania, albo niesamowite widoki jak Góra Fuji wyłaniająca się spoza chmur. Wiem, że będę tęsknił do tamtych dni. Za nic w świecie nie oddałbym ani jednego dnia ze swojej tułaczki…

Więcej na www.in80days.org

Michał Cichecki

 

 

 

 

In 80 days – wyprawa dookoła świata

San Francisco, 13 Marca, 2011

Ksiądz Faria z Hrabiego Monte Christo Aleksandra Dumas’a był niczym średniowieczny czarodziej – wiele widział i mnóstwo wiedział. W swojej bibliotece – jak opowiadał – miał około pięciu tysięcy tomów. Przeczytawszy je kilkakrotnie, stwierdził, że sto pięćdziesiąt dzieł umiejętnie dobranych daje nam, jeśli nie wyczerpujące streszczenie całej ludzkiej wiedzy, to przynajmniej tyle, co człowiek wiedzieć powinien.

Więc całymi latam wypełniam pokoje kolejnymi tomami. Sprawia mi bowiem rozkosz przesiadywanie w pomieszczeniu wypełnionym książkami, zapamiętywanie opowiadanych w nich historii.

Przygotowując się do wyprawy dużo czytałem w szczególności na temat miejsc, przez które miałem przejeżdżać. Zaczytywałem się historiami tych, którym się udało. To były fascynujące opowieści. Ludzie ci podróżowali po świecie i do końca pozostawali wierni swoim marzeniom.

Nellie Bly miała w zwyczaju obmyślać tematy swoich artykułów prasowych w niedzielę i przedkładać je do akceptacji edytorowi w poniedziałek. Jednak tamtej niedzieli nic nie przychodziło jej do głowy. Podejmując ostatnią próbę pomyślała, że przydałyby się jej wakacje, i że wspaniale byłoby być gdzieś na drugim końcu świata. Więc dlaczego nie miałaby się wybrać w podróż dookoła świata? A gdyby jeszcze udałoby się jej dokonać tego w czasie krótszym niż fikcyjny Phileas Fogg?

Pomysł ten przypadł do gustu edytorowi. Zresztą gazeta, dla której pracowała, już wcześniej myślała o wysłaniu w taką podróż mężczyzny. Ale przełożony edytora był innego zdania. Po pierwsze, była kobietą, więc w jego mniemaniu w czasie podróży potrzebowałaby opiekuna. A nawet jeśli mogłaby odbyć taką podróż samemu, to jego zdaniem musiałaby zabrać ze sobą zbyt wiele bagażu, który uniemożliwiłby jej szybkie przemieszczanie się z miejsca na miejsce. Po trzecie, mówiła tylko po angielsku. Z jego punktu widzenia nie było zatem sensu poruszać w ogóle tego tematu i tylko mężczyzna był w stanie dokonać takiej rzeczy.

Zawsze jednak czuła, że nic nie jest niemożliwe jeśli tylko poświęcimy temu wystarczająco energii, że jeśli chcemy coś zrobić, to możemy to zrobić, pytanie czy naprawdę tego pragniemy?

Rok po tamtej dyskusji otrzymała notkę od edytora, żeby natychmiast przyjść do biura. Stawianie się w biurze późnym popołudniem było czymś niecodziennym, dlatego całą drogę rozmyślała o co właściwie może chodzić.

Weszła do biura. Edytor podniósł oczy znad kartki papieru i zapytał czy mogłaby rozpocząć swoją podróż dookoła świata pojutrze? Odpowiedziała, że może ją rozpocząć nawet w tej chwili.

Wyruszyła z Nowego Jorku 14 listopada 1889 roku, o godzinie 9.40.

W czasie swojej podróży odwiedziła Anglię, Francję – gdzie w Amiens spotkała się z samym Juliuszem Verne, Egipt, Cejlon, Singapur, Hong Kong, Chiny i Japonię. Podróżowała parowcami i koleją.

Do Nowego Jorku wróciła 25 stycznia 1890 roku, o godzinie 15.51 – po siedemdziesięciu dwóch dniach, sześciu godzinach i jedenastu minutach.

Została pierwszą kobietą, która podróżowała dookoła świata bez towarzystwa mężczyzny. Stała się wzorem dla wielu kobiet z jej pokolenia.

Jestem szczęściarzem, że podobnie jak Nellie Bly, mam możliwość objechania świata, odwiedzając interesujące miejsca, poznając ciekawych ludzi. W ciągu ostatnich kilku tygodni byłem w Londynie i Paryżu, w Wenecji i Damaszku, Dubaju i Bombaju, w Kalkucie, Singapurze i w Hong Kongu, w Szanghaju i Osace, w Kioto i Jokohamie, a także w Tokio w czasie trzęsienia ziemi. Trudno jest porównać z czymkolwiek wrażenia, które niesie ze sobą ta wyprawa. Podróżowanie koleją lub statkiem jest na pewno mniej komfortowe w porównaniu z samolotem, ale bardziej interesujące, a czas spędzony w pociągach i na statkach rekompensowany jest widokami i odgłosami. Czasmi sypiałem cztery godziny na dobę, czasami w ogóle nie spałem w nocy albo nocowałem na lotnisku jak właśnie w czasie trzęsienia ziemi w Tokio. Czasami cały dzień nie mogłem podnieść się z łóżka jak chociażby w czasie rejsów po Morzu Śródziemnym i Morzu Wschodniochińskim, kiedy miałem objawy choroby morskiej.

To jest przede wszystkim podróż duchowa, wyjście z kręgu cywilizacyjnego, w którym się wychowałem, niejednokrotnie przeskok ze współczesności w przeszłość, odmienność kulturową i religijną. Dnie przemijają wolniej, czasami nie rozumiałem języka, w którym mówią miejscowi.

Michał Cichecki

Więcej na www.in80days.org

„Busem przez świat” coraz bliżej

Projekt “Busem przez Świat” powstał w grudniu 2009 roku w głowach piątki studentów ze Świdnicy. Głównym celem było zwiedzenie świata podróżując z niewielkim budżetem. Zwiedzić jak najwięcej, zobaczyć liczne państwa, ale bez tysięcy złotych na 5-cio gwiazdkowe hotele, przeloty 1-sza klasą i luksusowe baseny.

Pomysłem było kupienie starego busa “ogórka” za grosze , odrestaurowanie go i przerobienie na campera, zebranie ekipy i ruszenie w podróż. Do pierwszej wyprawy pozostało 6 miesięcy, więc czasu było wystarczająco aby się odpowiednio przygotować.

Kupiliśmy dwudziestoletniego ogórka za 2000zł, a następnie w kilka miesięcy przerobiliśmy go na kolorowego kampera, pracując w tym czasie dorywczo i odkładając pieniądze na paliwo.

W internecie umieściliśmy bloga busemprzezswiat.pl żeby będąc za granicą na bieżąco informować nasze rodziny i przyjaciół o naszym losie.

Podróż po świecie zaczęliśmy od Europy jako pierwszy cel ustanawiając Gibraltar. W miesiąc przejechaliśmy ponad 8000km i odwiedziliśmy 12 państw: Polska-Czechy-Austria-Liechtenstain-Szwajcaria-Włochy-Monaco-Francja-Hiszpania-Gibraltar-Portugalia-Francja-Niemcy. W Szwajcarii zepsuła nam się skrzynia biegów, w Barcelonie ktoś ukradł z busa wszystkie nasze torby a w Gibraltarze aresztowała nas policja. Byliśmy na alei gwiazd w Cannes, braliśmy udział w corridzie, widzieliśmy małpy na Gibraltarze, nurkowaliśmy w Oceanie Atlantyckim oraz zobaczyliśmy dziesiątki innych miejsc. Spaliśmy na plażach, na dziko pod namiotem lub w busie, jedliśmy konserwy zabrane z Polski.

W podróży towarzyszyła nam kamera – po powrocie zmontowaliśmy film opisujący pierwszy etap naszego projektu i wrzuciliśmy go na youtube. Nasz pomysł spodobał się internautom i niebawem wylądowaliśmy na pierwszych stronach stronach takich portali jak Demotywatory, Wykop, Joemonster czy Interia360. Pojawiliśmy się też w gazetach, m.in. dwukrotnie w Angorze, mówiły o nas też takie radia jak Radio Zet czy Trójka. (zobacz “Projekt w mediach”).

Nasza strona zaczęła cieszyć się tak dużą popularnością że zaczęliśmy mieć problemy z serwerem a firma hostingowa zablokowała nam konto z powodu “zbyt dużego ruchu”. W sumie odwiedziło nas ponad 160 tys unikalnych użytkowników a filmy zanotowały ponad 100 tys odsłon. Otrzymaliśmy też ponad 500 maili od osób zainteresowanych naszymi wyprawami, znalazło się wielu chętnych powtórzyć naszą trasę lub też dołączyć do nas w kolejnych wyprawach.

Ponieważ projekt nosi nazwę “Busem przez Świat” nie jest to jeszcze koniec naszych przygód. Obecnie bus wrócił znów do Polski – szykujemy go do kolejnych wypraw. Tym razem pojedziemy na wschód, a towarzyszyć będą nam inne samochody i ekipy które dołączyły do naszego projektu – szczegóły niebawem w dziale wyprawy !

http://www.busemprzezswiat.pl/

Chcą pobić rekord Polski!

Do przejścia mają około 400 km! Dwaj pleszewianie 28 lutego wybierają się na wędrówkę, by pobić zimowy rekord Polski w przejściu wybrzeża morza Bałtyckiego zimą. Dystans na trasie Świnoujście Hel chcą pokonać w zaledwie 7 dni!

Przemysław Kubiak i Łukasz Bogdali decyzję o wyprawie podjęli 15 lutego. W ciągu tygodnia powstała strona internetowa, cały plan, a także ruszyły przygotowania i treningi kondycyjne.

Przemek trasę zna doskonale. W sierpniu 2009 roku pokonał ją w ciągu 6 dni, ustanawiając dotąd niepobity, nieoficjalny rekord Polski. Swoje przeżycia opisał w artykule ,,Piechur z WSL” opublikowanym na stronie Wyższej Szkoły Logistyki w Poznaniu, której jest studentem. – Codziennie wieczorem kupowałem pięciolitrowy baniak wody. Połowa zapasu starczała na ugotowanie herbaty wieczorem i rano oraz na mycie. Reszta wody zostawała mi na następny dzień. 2 litry wkładałem do plecaka, 0,5 litra do bocznej kieszeni z ułatwionym dostępem. W poprzednią podróż zabrałem brezentową plandekę o wymiarach 2/3m. Chroniła mnie przed wilgocią od podłoża, a w czasie deszczowych lub wietrznych dni nakrywałem się nią – pisze.

Pierwszego dnia idąc na boso przeszedł 40km, a ostatni odcinek wędrował nieprzerwanie przez 34h pokonując dystans 90km!

Tegoroczna zimowa wyprawa jest o wiele trudniejsza, głównie ze względu na pogodę. Zimą morze jest bardziej wzburzone, wieją silne wiatry, dni są krótsze, a także wędrówkę utrudnia deszcz i śnieg.

Przemek i Łukasz przewidują, że w zimie, przejście morzem od granicy z Niemcami, aż do cypla na Półwyspie Helskim może zając im 7 dni. Co i tak byłoby polskim rekordem, ponieważ 11 lat temu Maciej Moskwa pokonał ten dystans w 8 dni.

Na zimową wyprawę, jak pisaliśmy w ,,Gazecie Pleszewskiej” 1 lutego, zaprosił Łukasza Bogdali. W ramach treningów druhowie (obaj są instruktorami pleszewskiego Hufca ZHP) codziennie spacerują po Karczemce. Trenują po 15-20 km. Na trasie będą robić codziennie średnio po 60 km. Pójdą brzegiem morza, oczywiście tam gdzie są porty i rzeki wpadające do Bałtyku, będą musieli je obchodzić.

– W Kołobrzegu, żeby ominąć port, musimy nadrobić prawie 12 km. W Ustce też trzeba wejść do miasta. Między Jarosławcem a Ustką jest poligon morski. Jego obejście to dodatkowe 15km. Problem może być pod klifami na terenie Wolińskiego Parku Narodowego, gdzie plaża ma po kilka metrów i przy wysokiej fali przejście może być kłopotliwe- mówi Przemek.

To właśnie Przemek, jako student logistyki dopracowuje organizacyjne szczegóły wyprawy. Już wiadomo, że piechurzy będą nocować u ludzi zarejestrowanych w Hospitality Club, czyli u osób, które takich pasjonatów jak oni pod swój dach przyjmują. Podczas wędrówki może zdarzyć sie wiele nieplanowanych zdarzeń, dlatego niosą też z sobą namiot, na wypadek gdyby musieli odpocząć lub przeczekać złą pogodę. Starosta Michał Karalus podarował specjalistyczne śpiwory , które nawet przy spadku temperatury do -15stopni ogrzeją wędrowców. Dodaje, że od władz miasta i od władz powiatu otrzymali po 1000 zł dotacji na wyprawę. Burmistrz Marian Adamek wręczył im zestawy, a w nich dla każdego: plecak, latarkę czołową, gogle, kijki do nordic walking, a także profesjonalną matę samopompującą.

Harcerze zapowiadają, że podczas wyprawy telefonów będą używać tylko do krótkich relacji. Kontaktować się ze światem zamierzają przez brata Przemka, który na bieżąco zamieści wszystko na stronie internetowej, a także prześle wszystkie informacje do zainteresowanych mediów, partnerów i sponsorów. O próbie bicia rekordu zawiadomili Polskie Towarzystwo Rekordów i Osobliwości w Rabce. Swoją pozycje podawać będą za pomocą odbiornika GPS w telefonie, co ułatwi ich lokalizację, a także zwiększy bezpieczeństwo. Z Pleszewa wyruszą 26 lutego, by na miejscu ocenić warunki pogodowe, a także po raz ostatni sprawdzić cały ekwipunek i odbyć krótki trening już na plaży. Ze Świnoujścia wyjdą 28 lutego o północy. Każdy z nich będzie dźwigać plecak, który waży od. 15-20 kg. W plecaku oprócz niezbędnej odzieży będzie kuchenka turystyczna, kalosze do przejścia płytkich zbiorników wodnych i rzek, termosy, oraz m.in. słoik miodu przekazany przez Rejonową Spółdzielnię Ogrodniczo Pszczelarską w Pleszewie

W styczniu Łukasz założył stronę internetową idziemy.eu, a także profil na FaceBook`u, gdzie opisuje cała wyprawę. Na licytację wystawili swoje kroki. Podczas wyprawy zrobią ich około 600 000. Na Allegro udało im się sprzedać 49 300 kroków. Pozyskane na aukcjach pieniądze przeznaczą na krokomierze, ponieważ chcą jako pierwsi policzyć wybrzeże także krokami.

Dlaczego idą? – Jako instruktorzy ZHP chcemy propagować zdrowy styl życia, pokazać naszym harcerzom jak organizować tego typu wyprawy, jak pozyskiwać środki, jak się przygotować fizycznie i techniczne do takiego przedsięwzięcia, a także jak dzielić się z tym innymi, inicjować i inspirować do organizacji podobnych akcji. Po drugie przełom lutego i marca to czas wylęgu Foki Szarej. Nawiązaliśmy kontakt z Wolińskim i Słowińskim Parkiem Narodowym, a także organizacją WWF, zajmującą się m.in. ochroną ssaków bałtyckich. To dzięki tym instytucjom wiemy, jak zachować się i kogo informować w razie spotkania z Foką, Morświnem, lub innym chronionym gatunkiem. Ponadto przez 7 dni będziemy patrolować wybrzeże fotografując i przekazując informację o wszystkim, co przydatne w ochronie Bałtyku. Po trzecie chcemy po prostu zrobić coś niebywałego, sprawdzić swoje możliwości, oderwać się od codziennych obowiązków, a przy tym spędzić wakacje nad morzem, tyle że zimą!

Więcej informacji o wyprawie na stronie http://idziemy.eu

Bombaj, 8 luty, 2011

XIX wiek przyniósł ze sobą nowe możliwości szybkiego okrążenia świata. Jeszcze w połowie wieku sama podróż ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych na zachodnie zabierała sześć miesięcy. Pod koniec lat sześćdziesiątych świat można było już obiechać w 80 dni. Teraz każdy mógł usiąść nad mapą, sporządzić plan, wykupić bilety i zrobić coś co jeszcze niedawno zarezerwowane było tylko dla największych śmiałków. Rewolucyjne znaczenia miały trzy wydarzenia: otworzenie pierwszej transkontynentalnej linii kolejowej w Stanach Zjednoczonych (1869), połączenie linii kolejowych na subkontynencie indyjskim (1870) oraz ukończenie budowy Kanału Sueskiego (1869).

Jeszcze półtora roku temu wiele osób patrzyło na mnie z przymróżeniem oka, kiedy mówiłem o planowanej podróży, która miała się odbyć na podstawie książki Juliusza Verne „W 80 dni dookoła świata”. Byli sceptyczni, że uda mi się objechać świat przy ograniczonym budżecie, i że ludzie z różnych części świata pomogą mi w realizacji projektu.

22 stycznia o godzinie 13:00 stawiłem się przed Klubem Reforma mieszczącym się w Londynie przy ulicy 104 Pall Mall. Klub ten już na zawsze pozostanie związany z książką Verne, jako miejsce, w którym narodziła się idea tej niesamowitej podróży. Patrzyłem na tablicę z adresem i niedowierzałem, że znajduję się w miejscu, z którego w 1872 roku dookoła świata wyruszył Phileas Fogg. Wydawało mi się to ciągle niewiarygodne, ale właśnie rozpoczynałem swoją własną podróż śladami bohatera książki.

Całe miesiące spędziłem przygotowując się do wyprawy. Zrobiłem to, co mogłem. Bez wątpienia wkradły się jakieś gafy i absurdy, ale przyjemnie było przyglądać się jak coś co jeszcze kilkanaście miesięcy temu było abstrakcją powoli stawało się rzeczywistością.

W ciągu tego czasu blisko trzydzieści hoteli zaoferowało mi pomoc i dach nad głową w trakcie podróży. Ktoś inny zapewnił bilet na statek albo na pociąg. A wszystko to za zwykłą chęć dzielenia się i pomagania innym.

Port w Aleksandrii, do której płynąłem statkiem z Wenecji, został w międzyczasie zamknięty z powodu rewolucji, która kilka dni wcześniej wybuchła w Egipcie. Z pokładu zszedłem w Tartus w Syrii i przez Damaszek – również w Syrii, i Duabaj w Emiratach Arabskich dotarłem do Bombaju, gdzie jestem obecnie.

Nie było mi zatem dane odwiedzić Biblioteki Aleksandryjskiej i zobaczyć Kanału Sueskiego w Egipcie, ale z drugiej jednak strony reorganizacja trasy podróży była wyzwaniem, a wyzwania są źródłem przygody, o którą przecież tutaj chodzi.

Kiedy głęboko w coś wierzymy – jak w „Pielgrzymie” napisał Paulo Coelho, czujemy się silniejsi od całego świata, ogarnia nas pogoda ducha. Ta niepojęta siła pomaga nam podejmować trafne decyzje we właściwym czasie, a kiedy osiągamy cele, jesteśmy zaskoczeni swoimi zdolnościami.

Michał Cichecki

Więcej na www.in80days.org

Transatlantic Kayak Expedition

Transatlantic Kayak Expedition to samotna wyprawa Pana Aleksandra Doby, twająca między październikiem 2010 a styczniem 2011. 3 miesięczny okres podróży, 3300 km do przebycia (w lini prostej 3100 km) i trasa przez Atlantyk z Dakaru (Senegal) do Fortalezy w Brazylii to nie lada wyczyn. Ale na koncie naszego bohatera to już kolejna przygoda z kajakiem:

  • W 1989 roku w ciągu 13 dni  – przepłynięcie Polski na przełaj z Przemyśla do Świnoujścia
  • W roku 1998 przepłynięcie rzekami i kanałami trasy ponad dwóch i pół tysiąca kilometrów z Polic do Polic
  • w 1999 samotne opłycięcie Bałtyku – podróż trwała 80 dni, dystans 4227 kilometrów
  • Od 26 czerwca do 6 października 2000 roku w ciągu 101 dni przebycie trasy 5369 kilometrów z olic do Narwiku
  • W 2009 roku, w ciągu 41 dni, samotne opłynięcie jeziora Bajkał
  • od października 2010 – podróż przez Atlantyk

http://www.aleksanderdoba.pl/

„Busem przez Świat” – projekt Polska

Projekt “Busem przez Świat” powstał w grudniu 2009 roku w głowach piątki studentów ze Świdnicy. Głównym celem było zwiedzenie świata podróżując z niewielkim budżetem. Zwiedzić jak najwięcej, zobaczyć liczne państwa, ale bez tysięcy złotych na 5-cio gwiazdkowe hotele, przeloty 1-sza klasą i luksusowe baseny.

Pomysłem było kupienie starego busa “ogórka” za grosze , odrestaurowanie go i przerobienie na campera, zebranie ekipy i ruszenie w podróż. Do pierwszej wyprawy pozostało 6 miesięcy, więc czasu było wystarczająco aby się odpowiednio przygotować.

Kupiliśmy dwudziestoletniego ogórka za 2000zł, a następnie w kilka miesięcyprzerobiliśmy go na kolorowego kampera, pracując w tym czasie dorywczo i odkładając pieniądze na paliwo.

W internecie umieściliśmy bloga busemprzezswiat.pl żeby będąc za granicą na bieżąco informować nasze rodziny i przyjaciół o naszym losie.

Podróż po świecie zaczęliśmy od Europy jako pierwszy cel ustanawiając Gibraltar. W miesiąc przejechaliśmy ponad 8000km i odwiedziliśmy 12 państw: Polska-Czechy-Austria-Liechtenstain-Szwajcaria-Włochy-Monaco-Francja-Hiszpania-Gibraltar-Portugalia-Francja-Niemcy. W Szwajcarii zepsuła nam się skrzynia biegów, w Barcelonie ktoś ukradł z busa wszystkie nasze torby a w Gibraltarze aresztowała nas policja. Byliśmy na alei gwiazd w Cannes, braliśmy udział w corridzie, widzieliśmy małpy na Gibraltarze, nurkowaliśmy w Oceanie Atlantyckim oraz zobaczyliśmy dziesiątki innych miejsc. Spaliśmy na plażach, na dziko pod namiotem lub w busie, jedliśmy konserwy zabrane z Polski.

W podróży towarzyszyła nam kamera – po powrocie zmontowaliśmy film opisujący pierwszy etap naszego projektu i wrzuciliśmy go na youtube. Nasz pomysł spodobał się internautom i niebawem wylądowaliśmy na pierwszych stronach stronach takich portali jak Demotywatory, Wykop, Joemonster czy Interia360. Pojawiliśmy się też w gazetach, m.in. dwukrotnie w Angorze, mówiły o nas też takie radia jak Radio Zet czy Trójka.

Nasza strona zaczęła cieszyć się tak dużą popularnością że zaczęliśmy mieć problemy z serwerem a firma hostingowa zablokowała nam konto z powodu “zbyt dużego ruchu” . W sumie odwiedziło nas ponad 160 tys unikalnych użytkowników a filmy zanotowały ponad 100 tys odsłon. Otrzymaliśmy też ponad 500 maili (na wszystkie obiecujemy odpowiedzieć ) od osób zainteresowanych naszymi wyprawami, znalazło się wielu chętnych powtórzyć naszą trasę lub też dołączyć do nas w kolejnych wyprawach.

Ponieważ projekt nosi nazwę “Busem przez Świat” nie jest to jeszcze koniec naszych przygód. Obecnie bus wrócił znów do Polski – szykujemy go do kolejnych wypraw. Tym razem pojedziemy na wschód, a towarzyszyć będą nam inne samochody i ekipy które dołączyły do naszego projektu – szczegóły niebawem w dziale wyprawy !

więcej: http://www.busemprzezswiat.pl/

Podróż z Juliuszem Verne’em

Nigdy, zarówno w szkole podstawowej, potem średniej, a potem jeszcze na studiach, nie miałem „wielkich” nauczycieli, którzy – jak w Niespokojnej Muzyce napisał Sting – byliby niczym światło rozjaśniające mrok panoszący się jak duch na korytarzach szkoły. Ludzi, którzy jaśnieliby płomienną pasją i właśnie tak przekazywaliby swoją wiedzę. Nauczycieli, którzy potrafiliby poderwać całą klasę już samym ładunkiem swojego entuzjazmu, którzy potrafiliby rozbudzić nieprzemijające zainteresowanie światem. Miałem jednak to szczęście, że na kartach książek spotkałem takie postacie jak Robinson Cruzoe, Hrabia Monte Christo, czy Phileas Fogg – postacie fikcyjne o tak silnej osobowości, że stały mi się bliskie, i to one zainspirowały mnie, zaraziły energią, i rozpaliły we mnie chęć poznania świata.

 Jestem chyba jedną z tysięcy osób, które marzą o tym, żeby objechać świat dookoła. To co jeszcze kilka miesięcy temu było tylko nierealnym marzeniem, teraz staje się rzeczywistością.

Moja kolejna podróż odbędzie się na podstawie książki Juliusza Verne W 80 dni dookoła świata. Nigdy żadna historia tak mnie nie porwała i nie oczarowała jak historia opowiedziana właśnie w tej książce. Wyprawa rozpocznie się 22 stycznia 2011 i będzie przebiegała przez wszystkie główne miasta, które w 1872 roku odwiedził Phileas Fogg, czyli przez Londyn, Suez, Bombaj, Kalkutę, Hong Kong, Jokohamę, San Francisco, Nowy Jork, kończąc się także w Londynie.

Ta podróż to 24 strefy czasowe i blisko 36 tysięcy kilometrów. To nowi ludzie i nowe miejsca. To nowe widoki, odgłosy, zapachy i smaki – coś co jest dalekie od moich najśmielszych wyobrażeń. Niektórzy będą nosili dżelaby, fezy i turbany albo chusty i długie suknie. Inni – jeansy, koszulki i spódnice. Kontrast będzie niezwykły. Jedni będą wyglądali jak prorocy ze Starego Testamentu, inni – jak gwiazdy rocka. Będą ludzie w garniturach, żebracy i turyści z aparatami. Będą cieśle, garncarze, tkacze dywanów i golibrody. Będą miasta pełne zmysłowych atrakcji, pasaże pełne ludzi, sklepów i promocji. Będą meczety, minarety, świątynie buddyjski i drapacze chmur. Przekonam się, że ci, którzy mają najmniej, są gotowi ofiarować najwięcej.

Jak w Pielgrzymie napisał Paulo Coelho – przyjdzie mi przeżyć choć cząstkę wielkiej przygody ludzkości i doznać tego, co wiodło Ulissesa spod Troi, co towarzyszyło Don Kichotowi z Manczy, co prowadziło Dantego i Orfeusza do Piekła, a Krzysztofa Kolumba do Ameryki. To była przygoda, wyprawa w nieznane.

Podróż zaczęła się wiele miesięcy wcześniej, a przygotowania do niej są równie fascynujące jak sama późniejsza ich realizacja. Całymi nocami tłumaczę dokumenty, robię notatki, wyszukuję informacje o warunkach klimatycznych i transporcie. Szczęśliwi są jednak ci, którzy marzą i są gotowi zapłacić cenę, za spełnienie swoich marzeń. Witam w świecie mojego projektu i zapraszam na:

www.in80days.org

Michał Cichecki

Partnerzy Projektu

Polskie Towarzystwo Juliusza Verne’a ● Wydawnictwo Zielona Sowa ● SD Enterprises Ltd ● Shanghai Int’l Ferry Co., Ltd ● Visemar Line ● Trainseurope ● Albion House Hotel ● Hotel Torino ● B&B Al. Campanile ● Le Metropole Hotel ● Windsor Palace Hotel ● Amoun Hotel Alexandria ● Grand Albatros Hotel ● Dahab Hostel ● Hotel Landmark Fort ● Hotel Residency ● Youth Hostel Kolkata ● The InnCrowd Backpackers’ Hostel ● Yesinn Hong Kong ● Ah Shan Hostel ● Yesinn Shanghai ● Le Tour Traveler’s Rest Youth Hostel ● Bonsai Guest House ● Guest House Kingyoya ● Homeikan ● Aizuya Inn ● Adelaide Hostel ● The Gregory Inn ● Gold Coast Guest House ● The Centennial Houses ● Hotel Pennsylvania ● Hotel On Rivington ● Vecio Fritolin Restaurant ● A Beccafico Ristorante ● Mahesh Lunch Home ● The Connoisseur Divan ● Hullett House ● Fog City Diner ● The Gage ● Underwater World ● Watertours Pte Ltd ● Singapore Flyer ● Aqua Luna ● Ocean Park ● Blue & Gold Fleet ● Aquarium of the Bay ● Shoreline Sightseeing ● 5Fingers