Biegnący Wilk – przygotowania i start [galeria]

Kolejna porcja zapisków Biegnącego Wilka „live from field”… Zapraszamy do kibicowania.

Ostatni dzień jako takiej wygody. Jutro wyruszamy na trasę. Wilk ze swoimi psami, reszta ekipy z całym bagażem i pomocną dłonią za nim. Zaprzęg ma do pokonania około 1000km. Samochód… ponad 1500.

Programem na dziś było dokończenie rysowania map, akredytacja prasowa, bankiet startowy i ostanie pakowanie. Podczas walki chłopaków z mapami, jako najmłodsza, na spotkanie prasowe poszła Aga. Tam otrzymaliśmy wiele ciekawych informacji na temat miejsc na niezłe ujęcia, czy zmian trasy. Tak też udało się połączyć przyjemne z pożytecznym, skończyć rysowanie map i zdobyć kilka przydatnych informacji.

Po powrocie na camping mieliśmy tylko chwilę na przebranie się aby już za moment stawić się na bankiecie startowym, gdzie miało być krótkie przedstawienie maszerów oraz rozdanie numerów startowych. Czas oczekiwania umilili nam miejscowi artyści i posiłek przygotowany przez kucharzy z Rica Hotel. Mieliśmy szansę posłuchać rodowitej pieśni ludów północy oraz spróbować mięsa renifera. Dariusz jako wegetarianin otrzymał danie adekwatne do jego diety. Najedzeni czekaliśmy już tylko na numer. I tu mała niespodzianka. Spodziewaliśmy się ostatniego, gdyż według listy wywieszonej na stronie Finnmarkslopet taki właśnie powinniśmy otrzymać. Jednak numer, który dostaliśmy to 114 i z takim jutro startuje Biegnący Wilk. Planowany start 12.53.

To co pozostało to spakowanie ostatnich rzeczy i obserwacja zorzy, która była dziś nie tylko koloru zielonego ale również czerwonego. Mieliśmy wielkie szczęście zobaczyć ją w tej właśnie barwie. Teraz tylko czekamy na kolorową.

Pobudka wcześnie rano. Trzeba zawieźć nowe sanie na restart i najpóźniej o 9 dojechać na parking, gdzie zaprzęgamy psy i ruszamy w drogę. Teraz pozostaje wiara w ukończenie wyścigu i wytrwałość zawodników.

10.03.2012 TRZY… DWA… JEDEN… STAAART!

12.58 Dariusz Morsztyn „Biegnący Wilk” wystartował po raz trzeci w wyścigu Finnmarkslopet, a po raz pierwszy na 1000km. Pierwszym etapem wyścigu było przejechanie z pasażerem do Sorrisnivy, a stamtąd w tundrę. Teraz pozostał tylko on, psy i trasa wyznaczona na mroźnej krainie skutej lodem, gdzie wiatr, śnieg i lód tworzą krajobraz. Krajobraz czarno-biały, bo nawet drzewa, które tu występują to głównie brzozy mające po kilkadziesiąt lat, a niecałe 2m wysokości. Tak trudne są tu warunki klimatyczne.

Reszta ekipy w samochód i na checkpoint w Skoganvarre. Tam czekamy na Wilka. Dojeżdża on na godzinę 21.46. Teraz czas zająć się psami. Maszer oporządza, karmi, przykrywa zwierzaki kocami, kiedy towarzysze zasypiają sam idzie odpocząć. Załoga dostała polecenie aby obudzić go koło 2 rano żeby mógł ruszyć dalej.

Przed 2 już na nogach, szybki posiłek, podpięcie psów i czas ruszać w dalszą drogę. Ze Skoganvarre wyrusza 11 marca 2012 o 2.38. Jedzie nocą, przez morderczą trasę po głębokim śniegu i przez prawie 60km po muldach, do Levajoka. Po drodze spotyka maszerów, którzy wyruszyli już w dalszą drogę do miejscowości Tana. Przed wjazdem do Levajoka spotyka lidera wyścigu Haralda Tunheima. W czasie spotkania dochodzi do lekkiego splątania się psów lecz po chwili problem zostaje rozwiązany. Uściśnięte dłonie Tunheima i Biegnącego Wilka, pora ruszyć dalej. Do Levajoka dojeżdża o 9.12. Teraz odpoczywa przed następnym etapem, który ma być bardzo trudny lecz na sen zostało jedynie półtorej godziny. Skały wystające na leśnych ścieżkach, trasa między drzewami ma stanowić jeden z najtrudniejszych odcinków. Natomiast w czasie drogi na kółkach ekipa z samochodu spotyka dzikie stado reniferów złożone z 9 osobników.

Fotografowie chcąc „upolować” kilka fotek próbują podejść bliżej. Jednak płoche zwierzaki szybko orientują się w sytuacji i uciekają. Piotr goni je i udaje mu się uwiecznić kilka z nich na zdjęciu. Ruszamy dalej, po dojechaniu na miejsce okazuje się, że Darek przybył chwilę przed nami więc tym razem to on musiał czekać na nas. ☺

Dodaj komentarz