Pożegnanie z południową Patagonią

Jak już się żegnać, to z szykiem. W Puerto Natales z powodu ogólnego zamieszania związanego z pożarem w Torres del Paine, różnych innych rezerwacji, ludzi spotkanych na drodze, wypadków życia… a w głównej mierze z powodu rzutu 100 pesową chilijską monetą… w trzech rzutach jednogłośnie: Płyniemy w rejs po chilijskich fiordach stąd do Puerto Montt!! A co tam Torres del Paine; turystycznie i tłoczno. Następnym razem albo w ogóle.

Przedostaliśmy się jeszcze przez El Calafate do El Chalten co było w poprzednim poście. W El Calafate mieliśmy przyjemność zatrzymać się w Che Legarto. Wielki hostelowy moloch i cały napchany, a jeszcze dzięki wczesnej rezerwacji udało nam się dostać promocję i tylko za 40 peso za noc :) z rewelacyjnym śniadaniem. Podczas kolacji poznaliśmy Mike’a Horna (http://www.mikehorn.com/ )wraz z ekipą! Co za spotkanie!!Jest to rewelacyjny eko-podróżnik z tysiącem niesamowitych przygód. Organizuje międzynarodowe ekspedycje dla młodych ludzi mające na celu naukę o środowisku i jego ochronie. Dowiedzieliśmy się wiele o lodowcach, ich topnieniu i różnych odwiertach. W ekipie jest także Gosia z Gdańska!**

Na nastepny dzien nic w hostelbookers wolne nie bylo juz pare dni wczesniej wiec musielismy poszukac miejsca na nozkach. Przez dluzszy czas bez sukcesu. Nawet na kanapie w salonie nie pozwola zostac co normalne bylo czasem w Tajlandii. Na szczescie w koncu doslownie na przeciwko naszego hostelu znajdujemy wolne lozka. Eh te same 40 peso a jaka roznica. Bez sniadania, atmosfera nijaka a wlasciciel placze sie po hostelu powaznie znarkotyzowany i wrzeszczy na gosci. Hihi z jednej strony to bylo zabawne. El Calafate to strasznie turystyczne miejsce ale jak sie wybralismy w strone jeziora na polnocy klimat zmienil sie zupelnie. Po drodze znalezlismy nieco tansza niz reszta jadlodajnie oraz spotkalismy bardzo milych ludzi. Tu juz nawet nie ma asfaltu a panowie grilujacy pod drzewkiem zapraszaja nas do wspolnego biesiadowania. Nad jeziorem tez jest calkiem calkiem choc w polowie to tylko bajoro. Duzo dziwnego ptactwa i troche spokoju od turystycznego zgielku. Jest klimat :) W drodze powrotnej z El Chalten zeby bylo przygodowo no i tanio postanowilismy sie przespac na dworcu w El Calafate. Nie ma bezposrednich polaczen do Puerto Nathales. Eh. Przyjechalismy okolo 22 i bus mamy rano o 8:30 a co tam. Literek wina, laptop z filmami i pogaduchy z panem ochroniarzem ciekawskim. Po polnocy spotkalismy jeszcze calkiem duza ekipe z Polski. Przyjechali tylko na trzy tygodnie by zwiedzic Patagonie. A warto! Przepiekne krajobrazy, wspaniale gory i malownicze jeziora! W puerto Natales ostatnia noc na ladzie spedzamy w luksusach. Za cene dormu udaje nam sie dostac pokoj prywatny w bardzo milym miejscu: Geminis Hostal na B. Phillipi. Sniadanie rewelacja i prysznic z hydromasazem :) Podczas wieczornego spaceru poznalismy ciezarna samotnie podrozujaca Niemke. Obecnie mieszka w Beriloche gdzie oczywiscie mamy zaproszenie.Teraz czekami na lodz. Troche sie spoznia wiec ulokowano nas tymczasowo w wypasionym hotelu z pieknym widokiem na port :) hihi

Dla zainteresowanych istnieje pare opcji przedostania sie z poludnia w kierunku Lake District:

1)Prom Navimag Puerto Natales-Puerto Monnt: 380$ z wyzywieniem; chek in poniedzialki, do P. Monnt wplywa w Piatek. Karta ISIC 10% znizki

2) ruta 3-El Calafate-El Bolson/Bariloche: malo ciekawie ale sprawnie i codzienne polaczenia: 25H; ok 680ARS np TAQSA

3) ruta 40- nawierzchnia kiepska ale droga legendarna.Troszke ta op ja jest bardziej skomplikowana i czesto wymuszony jest nocleg po drodze. Pare firm oferuje polaczenia przez Los Antiguos albo Perito Moreno do Bariloche. ok 700ARS; Cal-tur, TAQSA (odjazdy co cztery dni!), Chaltentravel (link do strony)-ten ostatni ma odjazdy takze z El Chalten. Odjazdy nie sa codziennie i lepiej zarezerwowac bilet wczesniej. Wszystkie firmy maja biura na dworcu w El Calafate.

Więcej: http://www.ourownadventure.com/2012/01/pozegnanie-z-poludniowa-patagonia.html

Dodaj komentarz