Powrót do Malezji – Christmas, seafood i orangutany

Hello Malaysia, again :-) Tym razem Borneo. W głównym mieście prowincji Sabah, Kota Kinabalu zjawiłam się o pięknej porze – pierwsza w nocy. Byłam tak zmęczona – wyjechałam z Pangadaran o 7 rano, 9 godzin w busie do Jakarty, prawie półtorej godziny na lotnisko, lot był trochę opóźniony – że odpadłam szybko i obudziłam się na końcówkę pory śniadaniowej, przed 11. Każdy materiał ulega zmęczeniu ;-)

Tak z głupia frant wstrzeliłam sie na niedzielny market w wydaniu chińskim,mój hostel Akinabalu jest w Chinatown. Na takim targu jest wszystko:świeże owoce,domowej robotysłodycze,jedzenie barowe,pamiątki itp,każdy coś znajdzie dla siebie.

 

 

A do tego zewsząd słychać kolędy,jingle bells i mikołajowe how how.Święta na całego.tylko śniegu i mrozu brakuje.Ale to nie wszystko jedną z głów,niejszych atrakcji KK jest nocny market na nabrzeżu,jedzeniowy,a co tam sie dzieje tzn co się pyrczy w garnku?owoce morze!Dla mnie bomba,przeznaczeniem stał sie stek z tuńczyka i krewetki.

W zasadzie Kota Kinabalu nie jest jakimś super atrakcyjnym miastem,ale przez market i świąteczny klimat jest OK.

Żeby zmienić otoczenie wybrałam sie do parku Lok Kawi,około 20 km na południe od KK.Jak dojechać?Z dworca Wawasan odjeżdżaja bardzo czesto minibusy do miejscowości o tej samej nazwie co park.W busie jak kierowca dowiedział się gdzie chce sie dostać ,stwierdził że bede musiała wziążć taksówke,innej opcji nie ma.Eee tam wcale nie,stop działa znakomicie, w obie strony :-)

A co w parku?Troche jak Zoo ale w dżungli.Prosze wycieczki na prawo słonie, na lewo orangutany,tam popiskują wydry a tu tygrys zamruczy.Dorzućmy do tego niezły ogród botaniczny i mamy fajną miejscówke przyrodniczą.

Źródło: Ourownadventure.com 

 

 

 

 

 

Jutro wyruszam do Parku Narodowego Kota Kinabalu,co prawda nie będe się wspinać na szczyt ale wokół góry jest sporo ciekawych tras.

Dodaj komentarz